Felieton – K. Kolbiarz: Tęsknota za autorytetami…
Drodzy czytelnicy, zapewne większość z Was pamięta czasy swojej młodości.
Zapewne wyglądała ona podobnie u wszystkich, którzy dzieciństwo i młodość przeżywali w… ubiegłym wieku.
Bycie dzieckiem czy młodzieniaszkiem w tamtych czasach było raczej proste bo mieliśmy wtłoczone przez rodziców czy dziadków zasady i wartości, które były „święte” czyli nie podlegające żadnej dyskusji.
Za ich złamanie czy też „łobuzowanie” można było „dostać klapsa”, który miał w nas ugruntować konieczność porządnego i grzecznego zachowania.
Podobnie w szkole, nasi nauczyciele, kiedy zawodziły metody tradycyjnej nauki, „ciągali nas za uszy” abyśmy wreszcie ruszyli z przyswajaniem lekcji. Jakakolwiek próba poskarżenia się w domu na nauczyciela najczęściej kończyła się burą od rodzica, który niemal zawsze stał po stronie nauczyciela.
Chodzenie na religię i na niedzielne Msze było obowiązkowe i nikt z nas nie wyobrażał sobie innej możliwości.
W swoim życiu poznałem bardzo wielu księży i każdy z nich był i jest świetnym kapłanem i dobrym człowiekiem.
Na szczęście o tych księżach i ich kapitalnej pracy duszpasterskiej nigdy nie przeczytamy w mediach czy w internecie. Piszę „na szczęście” bo niestety obecnie o prawdziwych autorytetach pisze się albo źle albo wcale. Rodzice, dziadkowie, nauczyciele i księża byli dla większości z nas autorytetami.
Byli tymi, dzięki którym wiedzieliśmy czym jest prawda. Wpajano w nas szacunek do starszych. Moja babcia jak coś nabroiłem mówiła do mnie „bój się Boga” – co oznaczało „coś ty narobił, a Bóg przecież wszystko widzi”… Niestety te czasy minęły (oby nie bezpowrotnie).
Brak autorytetów…
Codziennie jesteśmy świadkami zachowań, które niszczą wspólnotę i wszelkie autorytety. Zabiegani i zapracowani rodzice, dziadkowie, którzy coraz częściej albo nie mają wnuków albo te wnuki są daleko od nich. Nauczyciele, którzy pracują w coraz większym stresie i pod coraz większą presją. Księża, którzy wciąż robią wszystko dla zbawienia naszych dusz ale niestety wiedzą o tym jak daleko oddalamy się od prawdy i potrzeby dostrzegania dobra w innych ludziach.
Nie ma wolności bez odpowiedzialności…
Wszechobecny „hejt” (nazwa od angielskiego słowa „hate”, które oznacza nienawiść) nazywany wolnością słowa niszczy świat, do którego przywykliśmy i w którym dorastaliśmy. „Hejt” to nie jest wolność słowa. Wolność słowa kończy się bowiem tam gdzie zaczyna się dobro i bezpieczeństwo drugiego człowieka. Tymczasem w internecie, a zwłaszcza na portalu Facebook obserwujemy zachowania i mechanizmy, których głównym celem jest wzbudzanie gniewu, lęku i agresji. Ten portal stał się w dużej mierze narzędziem manipulacji, dezinformacji i oszustw.
Szkoda młodych…
Niestety ze względu na zmiany technologiczne (rozwój internetu i sztucznej inteligencji) najgorzej mają dzieci i młodzież. Młodzi bowiem nie znają innego świata. Swoją wiedzę czerpią wpatrzeni w ekrany swoich smartfonów. W świecie cyfrowym niezwykle trudno odnaleźć wartościowe autorytety, niezwykle trudno poznać prawdę i niezwykle trudno o znalezienie wartościowej relacji z żywym człowiekiem…
Kordian Kolbiarz
Burmistrz Nysy
artykuł sponsorowany





